Grzegorz Skrzypczak – prezes zarządu, ElektroEko Organizacja Odzysku Sprzętu Elektrycznego i Elektronicznego SA
W 2026 r. system ZSEE nie potrzebuje nowych opowieści. Potrzebuje reguł, które da się egzekwować, i odpowiedzialności, którą da się rozliczyć, transparentności, która wyeliminuje opowiadanie wprowadzającym „bajek i kłamstw”. Bez tego będziemy mieli więcej komentarzy, które mają niewiele wspólnego z rzeczywistością, oszczerstw i przypisywania sobie przez niektóre podmioty z branży elektrorecyklingu niczym nieuzasadnionych zasług, umiejętności, a nawet kwalifikacji eksperckich.
Eurostat za 2023 r. pokazuje skalę problemu bez ozdobników. W UE oficjalnie zebrano średnio 11,6 kg ZSEE na mieszkańca, a na rynek trafiło 32,2 kg nowego sprzętu (EEE) na osobę. Różnica wynosi 20,6 kg. To jest twarda masa urządzeń, które pozostają w obiegu poza momentem zbiórki: w użytkowaniu, w przechowywaniu i – w części – w nielegalnych działaniach w zagospodarowaniu zużytego sprzętu. To jest podstawowy kontekst rozmowy o „szczelności” systemu. I to jest fakt, którego nie da się zagadać sloganem.
Drugi fakt jest jeszcze istotniejszy, bo dotyka sedna sporów o to, czy „jesteśmy liderem” czy „nie dowozimy”. W systemie WEEE funkcjonują dwie metody liczenia realizacji celu zbiórki. Ten sam tonaż może wyglądać jak sukces albo jak porażka – zależnie od mianownika. Nie jest to detal metodologiczny. To jest rama oceny systemu.
Polska w 2023 r. zebrała 15,21 kg ZSEE na mieszkańca. Licząc metodą odniesioną do średniego wprowadzenia z lat 2020 – 2022 (31,33 kg/os.) wychodzi 48,55 proc., licząc metodą odniesioną do masy ZSEE „wygenerowanego” w 2023 r. (14,55 kg/os.) wychodzi 104,53 proc. Obie wartości są prawdziwe jednocześnie. Nie wolno ich mieszać w jednym akapicie i udawać, że mówią o tym samym. Jeśli ktoś chce prowadzić rozmowę poważnie, zaczyna od pytania: którym mianownikiem się posługujemy i dlaczego?
Z tego wynikają wnioski na 2026 r. – praktyczne i nie do pomylenia z życzeniami.
Po pierwsze, szara strefa nie znika od deklaracji. Znika od szczelności i transparentności systemu: ewidencji, weryfikacji, audytów i egzekucji. Jeżeli patologie są opłacalne, będą działały szybciej niż najlepsze kampanie i najgłośniejsze apele. Dlatego dyskusja o reformie nie może kończyć się na hasłach o „walce”. Musi przechodzić w mechanizmy, które odbierają patologiom przewagę ekonomiczną i organizacyjną.
Po drugie, najbardziej ryzykowne zdania brzmią niewinnie. Szczególnie te, które sugerują, że „dla bezpieczeństwa” jeden podmiot powinien trzymać w ręku możliwie dużo odcinków łańcucha: od zbiórki i organizacji obowiązków przez przetwarzanie po rozliczanie efektów. To zawsze wygląda przewidywalnie do momentu, w którym zaczyna budzić podejrzenia konfliktu interesów i ograniczania konkurencyjności dla różnych podmiotów, szczególnie zakładów przetwarzających zużyty sprzęt. A konflikt interesów nie znika od dobrych intencji. Rośnie od braku możliwości weryfikacji przedstawianych osiągnięć. I prędzej czy później zamienia się w rachunek przerzucany na wprowadzających, konsumentów i państwo.
Po trzecie, rynek potrzebuje rozliczania efektu, a nie wyłącznie ceny. Cena jest prostą zmienną do tabeli, ale system ZSEE nie jest tabelą. Jest złożonym mechanizmem o strategicznej roli i rosnącym znaczeniu dla gospodarki. Bez stałej weryfikacji jakości przetwarzania, bez realnych audytów i bez porządku w statystykach nie zbudujemy ani przewidywalności inwestycji, ani zaufania wprowadzających, ani odporności systemu na kryzysy. To dotyczy także kwestii, o których mówi się rzadziej, bo są niewygodne: jakości strumienia, zgodności dokumentów z rzeczywistością, zgodności technologii z deklaracjami, wyciekaniu elektroodpadów poza Unię Europejską oraz odpowiedzialności za ryzyka operacyjne.
Po czwarte, w 2026 r. trzeba skończyć z narracyjną żonglerką danymi o efektach. To są tylko wyniki działania na liczniku i mianowniku. Jeśli ktoś pokazuje wyłącznie procent, a nie mówi, co jest w mianowniku, to nie prezentuje danych, tylko buduje wrażenie – często mylne. Później płaci się za nie w regulacjach, w kosztach ponoszonych w wyniku opierania się na fałszywych interpretacjach rzeczywistości, a to szczególnie w naszej branży stało się nagminne, w zatorach inwestycyjnych i w utracie zaufania.
W 2026 r. trzeba mniej dyskutować o tym, kto ma lepszą narrację, a bardziej ustalić, co dokładnie liczymy, jak to weryfikujemy, kto kontroluje jakość i kto ponosi konsekwencje, gdy system naraża na ryzyko tych, którzy ponoszą jego koszty, szczególnie wprowadzających. ZSEE to nie jest konkurs piękności dla wykresów. To jest infrastruktura odpowiedzialności. A odpowiedzialność musi się dać policzyć i wyegzekwować.
I na koniec jeszcze jedna uwaga: to wprowadzający finansują system gospodarowania zużytym sprzętem, to oni finansują edukację. To oni kształtują warunki pozwalające na rozwój branży i to oni są „jądrem tego systemu”.
Już czas zakończyć narrację, że inne pomioty z łańcucha ZSEE są ważniejsze.
© 2026 InfoMarket